Przestrzenie koloru w malarstwie Anny Mielniczyk

21 marca 2023

Trzeba mieć w sobie wielkie pokłady wrażliwości, żeby to obrazom pozwolić decydować o ich ostatecznym wyglądzie. Malujący tylko pozornie mogą przerwać proces twórczy w dowolnej chwili, bowiem to dzieło, z którym konfrontują się w codziennym zmaganiu, ukazuje co i rusz odmienne oblicze. Czasem kusi rzekomą gotowością do bycia uznanym za skończone, a czasem odpycha jakąś niepełnością, niedojrzałością do opuszczenia pracowni. U Anny Mielniczyk cierpliwie, z uwagą i czułością nakładane na płócienne podłoże kolejne warstwy pigmentów w medium olejnym nieustannie się zmieniają. Niebagatelne znaczenie ma tu również wpływ otoczenia – pora dnia, pogoda, pora roku (przecież słońce pada pod innym kątem), a wreszcie świadomość zmienności miejsca, nie tylko w obrębie atelier, ale i wędrówki obrazów poza pracownię powodują, że artystka nigdy do końca nie może być pewna specyfiki benjaminowskiej aury, jaką wywołają jej dzieła. To odważny gest – zaufać swoim obrazom, uznać, że są samodzielne, gotowe na świat zewnętrzny, od teraz już tylko one będą kształtować interakcję na linii dzieło-odbiorca, sztuka-publiczność.

Jest w tym malarstwie bogata i wielowątkowa wizualna opowieść o emocjach, wzruszeniach, doznaniach, wspomnieniach. Jest rejestracja podróży – i tych rzeczywistych (Pompejański, Miasteczko), i tych wyobrażonych (Kosmos, Zamieć), i tych w głąb siebie (Amulet). Zawsze są to podróże do wnętrza twórczości – wnikliwa obserwacja relacji między pigmentami, smugami, plamami, liniami, no i przede wszystkim kolorami, jak oddziałują na siebie wzajemnie, ale również obserwacja gradacji jednej barwy, a wreszcie uważna rejestracja immanentnego światła obrazów i tego, jak światło zewnętrzne kształtuje ich wyglądy.

W niektórych pracach przejścia tonalne wydają się niezwykle subtelne, a skala barw jest dosyć zawężona (Róż wulkanu), w innych, tych najbardziej narracyjnych, dzieje się dużo, nie tylko w gamie kolorystycznej,
ale i w zaproponowanych przez malarkę zabiegach technicznych, w rozmaitości wprowadzonych na płótno kształtów, prześwitach odsłaniających atrakcyjną wizualnie głębię przestrzeni (Wiosna, Miasteczko). Czasem ten prześwit wzmaga czujność odbiorcy, bowiem otwiera się na intensywną, niepokojącą czerwień, jak dzieje się to w obrazie zatytułowanym Burgund.

Dla twórczości malarskiej Anny Mielniczyk charakterystyczna wydaje się jej świadoma rezystancja wobec figuracji. To odejście od przedstawieniowości jako żywo przypomina poszukiwania Josepha Mallorda Williama Turnera sprzed bez mała dwustu lat. Oddanie swych płócien w niepodzielne władanie koloru przypomina z kolei strategię Marka Rothko. To, z czym obcuje widz, patrząc na obrazy naszej bohaterki, to jedynie powidoki i przeczucia, intuicje pejzażu, może też innych kształtów. To przede wszystkim zgoda na umowną przestrzeń koloru. Ale przecież tu właśnie odnaleźć można źródła magnetyzmu tego malarstwa. Wystarczy chcieć, a obrazy te z pewnością wpuszczą widzów w głąb siebie, każdemu z nas ukazując jednak coś innego.

Anita Wincencjusz-Patyna
historyczka i krytyczka sztuki
doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o sztuce
Wrocław, luty 2023

powrót do listy wpisów